niedziela, 15 maja 2011

Pocisk

   Niedawno wykonałem sobie zestaw do gotowania. A może właściwiej byłoby napisać do zagotowania wody. Gabaryty całości nie zachęcają raczej do kulinarnych podbojów kniei – i nie miały. Chodziło mi raczej o lekki zestaw na 2, 3 dni do zagotowania wody w celu przyrządzenia np. mieszanki na bazie kuskusa i/lub herbaty. 

   Na mój zestaw składają się:
- puszka – zrobiona z wewnętrznego naczynia termosu,
- kubek, pokrywka – odzyskana również z termosu,
- palnik – zrobiony z dozownika po lakierze do włosów,
- butelka po wodzie 0,3L,
- opakowanie po kaszce dla dzieci jako naczynie do zaparzania kuskusa,
- osłona – zrobiona z folii aluminiowej,
- plastikowa łyżka,
- pokrowiec – uszyty z lekkiego materiału.
Całość waży 486gr łącznie z denaturatem. 


    Po testach na balkonie zabrałem zestaw na kolejne spotkanie ekipy Łódzkiej. Wnioski są następujące:
- palnik jest wrażliwy na wiatr; jego nagłe podmuchy mogą zgasić płomień,
- osłonę należy ustawić jak najbliżej, zostawiając jedynie minimalny prześwit dla przepływu ciepłego powietrza,
- czas zagotowania około 0,3L wody, od 5 do 8 minut,
- palnik należy umieszczać na stabilnym nieprzepuszczającym cieczy podłożu; w przyszłości muszę zabierać dodatkowy kawałek folii aluminiowej jako podkładki,
- po nalaniu dykty do palnika należy go oblać dodatkowo z zewnątrz – dzięki temu po podpaleni denaturat w palniku szybciej zaczyna wrzeć; wtedy można ustawić puszkę,
- przy umiejętnym korzystaniu z zestawu spala się niewielka ilość paliwa; oceniam, że 0,3L może starczyć nawet na czterodniowy wypad. 


    Dlaczego ultra?
Pocisk jest z pewnością ultra tani. Jeżeli założyć, że wszystkie elementy zostały wykonane/dobrane z zużytych już materiałów to nie wydałem ani grosza. Zainwestowałem jedynie czas, z przyjemnością zresztą.
Zestaw waży 172 gr. nie licząc butelki z denaturatem. Myślę, że spokojnie można zaliczyć taki wynik jako ultra lekki.
Całość liczy 20cm wysokości przy średnicy φ=7,5cm. Pocisk mieści się wszędzie, jest ultra kompaktowy.  


wtorek, 22 marca 2011

Spacer 17 X 2010r.

Czas wspomnieć spacer, który odbył się zeszłej jesieni. Udało mi się namówić kumpla by się zemną zabrał. Wybraliśmy się na Święte Ługi. Najpierw odwiedziliśmy ośrodek wypoczynkowy. Brama była zamknięta a obejścia pilnowały dwa wredne psiska. Wypiliśmy więc herbatkę z prądem pod znajdującym się w pobliżu zadaszeniem. Pokazałem mojemu kamratowi jak można spożytkować pustą puszkę po piwie w celach surwiwalowych.
Później ruszyliśmy na północ w kierunku cmentarza ewangelicko-reformowanego. Kilka grobów z przed wieku lat. Pamiątka po istniejącej niegdyś nieopodal polanie.
Idąc dalej w stronę zbiorników wodnych Uroczyska powstały pewne wątpliwości co do kierunków geograficznych. Postanowiłem więc wypróbować kompas zrobiony z patyka i dwóch szyszek. Przy nieocenionej pomocy słońca wyznaczyłem północ. Jak się później okazało wskazanie kompasu było prawidłowe mimo iż nie do końca ufaliśmy w jego wskazania.
Nad brzegiem podziwialiśmy widoki i zaparzyliśmy herbatkę sosnową w mojej kuchence z puszki po brzoskwiniach. Jako rozpałki próbowaliśmy użyć puchu z pałki wodnej jednak nieskutecznie. Po raz kolejny niezastąpiona okazała się kora brzozy.
Spacer skończyliśmy idąc mało dostępna drogą co miało na celu poznanie tej części jako ewentualnej miejscówki na budowę szałasu. Pogoda dopisała. Był lekki przymrozek ale bezwietrznie i słonecznie. Był to miły, edukacyjny, jednodniowy wypad.